sobota, 30 stycznia 2010

Strefa d€zinformacji, czyli ku przestrodze...

Dzisiejszy dzień obfitował w przygody... konsumenta. Temat prozaiczny - wybrałam się na zakupy, bo w lodówce zostało mi już tylko światło, a i Pędzel właśnie wykończył swoją ostatnią puszkę psich przysmaków. W poszukiwaniu tych ostatnich zajrzałam do niedawno otwartego w Otwocku sklepu Rossmana, który do tej pory uważałam za rozsądny cenowo.

Niestety jednak, wygląda na to, że do otwockiego Rossmana mam pecha, albo to on ma pecha do mnie. Co i raz zdarzają się jakieś wpadki. Kiedyś na przykład dopiero po podliczeniu towaru przy kasie okazało się, że obsługa zapomniała wywiesić informację o tym, że właśnie ta kasa jako jedyna w sklepie nie ma terminala do kart płatniczych. Dzisiaj natomiast to już naprawdę powiało grozą. Wędrując pomiędzy półkami w poszukiwaniu zaplanowanych zakupów, przy okazji zahaczyłam o kilka drobiazgów, które uznałam za przydatne i atrakcyjne cenowo. Wśród nich były jednorazowe obrusy na stół z bardzo ładnym wzorkiem oraz serwetki papierowe. Na wywieszce przy obrusach widniała cena 1,99 za sztukę, a przy serwetkach 0,99 za opakowanie. Wzięłam więc kilka obrusów i jedne serwetki i podeszłam do kasy, wiedząc mniej więcej, ile powinnam zapłacić za całe zakupy. Jakież było moje zdziwienie, gdy po podliczeniu towaru okazało się, że mam zapłacić prawie dwa razy tyle!!! Oczywiście od razu sprawdziłam rachunek i szybko znalazłam przyczynę: za każdy z obrusów policzono mi 11,99, a za serwetki też zupełnie inną cenę!!! Pobiegłam szybko jeszcze raz do regału, na którym się znajdowały. I dopiero teraz do mnie dotarło: cena - owszem - 1,99 i 0,99, ale przy niej zamiast PLN widniał znaczek €!!! Zrobiło mi się słabo... Czyżbym coś przegapiła? Czyżbym gdzieś niechcący nadepnęła na wehikuł czasu, który przeniósł mnie nagle o kilka lat do przodu? Dla pewności zapytałam ochroniarza. A on na to z rozbrajającym uśmiechem: "No bo, proszę pani, w naszym sklepie można płacić w euro lub w złotówkach". Na szczęście zachowałam jednak resztki przytomności, zebrałam się w sobie i poprosiłam o rozmowę panią kierownik sklepu. Okazała się nią być kobieta, która obsługiwała mnie w kasie. Bardzo szybko wyjaśniłyśmy sprawę, a ona bez słowa oddała mi pieniądze. Miałam wrażenie, że jak najszybciej chce się mnie pozbyć ze sklepu. Wszak głośno i wyraźnie - tak aby słyszeli nas inni klienci - zadałam jej parę niewygodnych pytań. Kurs, po jakim została przeliczona ta transakcja, pozostawiam bez komentarza.

Nie jesteśmy jeszcze w strefie euro, ale - jak widać - niektórzy już bardzo za nią tęsknią. Tak bardzo, że przy oferowanym towarze zamieszczają już cenę w wymarzonej, zamiast w naszej poczciwej starej walucie. Swoją drogą, ciekawe, ile osób zrobiło dziś w ten sposób zakupy... Niestety w naszym kraju wciąż trzeba mieć oczy dookoła głowy. Bo licho nie śpi, a pomysłowość ludzka (a szczególnie polska) nie zna granic.

1 komentarz:

  1. O, ciekawe. Przyjrzę się dokładniej cenom w Rossmanach.
    A może weszliśmy nieoczekiwanie do strefy euro, tylko rząd zapomniał nas o tym poinformować?

    OdpowiedzUsuń