wtorek, 5 stycznia 2010

Geneza bloga: Pędzel i mapa

Wygląda na to, że w Nowym Anno Domini 2010 dopadło i mnie... No bo czym wolny strzelec może zająć się konstruktywnie w pierwszych dniach stycznia? Wokół zima w pełnej krasie, siarczysty mróz, drogi zasypane śniegiem, a te, które drogowcom przypadkiem i raczej niechcący udało się odśnieżyć, natychmiast pokryły się pojazdami wracających ze świąteczno-noworocznego odpoczynku tak, że ani szpilki z choinki nie wciśniesz... Firmy liczą grudniowy utarg, w sklepach wszędzie remanenty, a ludzie leniwo snują się bez celu, walcząc z resztkami świątecznego kaca. Zleceń na razie brak. Pozostaje więc siedzenie w domu i leczenie zieloną herbatką nadwerężonego świątecznym obżarstwo-lenistwem organizmu. Aby więc zupełnie nie zardzewieć (a może raczej: nie zamarznąć) z nudów, postanowiłam wreszcie zdobyć się na odwagę i dołączyć do grona szacownych blogerów.

Od dawna już miałam ochotę na pisanie, które zawsze lubiłam, ale z różnych przyczyn zaniedbałam. Teraz nadszedł czas na zmiany. O czym będzie ta pisanina? Tego nie zdradzę, bo niczego specjalnie nie planuję. Wszak najlepsze scenariusze pisze samo życie. :))). Zainteresowanym należy się jednak kilka słów wyjaśnienia, skąd wziął się tytuł bloga.

Kilka lat temu przeprowadziłam się z Warszawy do Otwocka. Na początku, jak to w nowym miejscu, zupełnie nikogo nie znałam, więc, aby było mi raźniej, zdecydowałam się na przygarnięcie psa. Pewnego zimowego dnia - pamiętam to jak dziś - pojechałam do pobliskiego Celestynowa w poszukiwaniu swojego nowego przyjaciela. Wędrując pomiędzy rzędami bud i klatek pełnych kosmatych stworzeń spoglądających na mnie tęsknym, pełnym nadziei wzrokiem (co za szkoda, że mogłam przygarnąć tylko jedno z nich!!!), w pewnej chwili dostrzegłam małe, czarne, trochę podpalane szczenię, które energicznie biegało sobie tam i z powrotem, merdając wesoło czarnym ogonkiem z białą końcówką (zupełnie, jakby zamoczyło go w farbie) i ciekawie rozglądając się wokoło. Ten ogonek - podobny do świńskiego, zakręcony na sztywno jak sprężynka - od razu przykuł moją uwagę. I już wiedziałam: to on. Tak oto stałam się właścicielką niedużego mieszanego czworonoga o wdzięcznym imieniu Pędzel.

Od tamtej pory jesteśmy nierozłączni. Gdzie tylko mogę, zabieram go ze sobą na dłuższe i krótsze spacery, dzięki którym udało mi się również zawrzeć kilka nowych znajomości. Jeździmy razem w góry, nad morze i wszędzie gdzie tylko przyjdzie nam ochota, a przyznać trzeba, że takie wędrowanie z czworonogiem to zupełnie inne doświadczenie niż samotne wędrówki: z perspektywy sześciu nóg i dwóch par oczu świat potrafi czasem wyglądać zupełnie inaczej. I dlatego będzie tu trochę o zwierzakach i podróżach oraz wszelkich wynikających z tego konsekwencjach, ale nie tylko...

Niechaj więc pióro samo (a raczej klawiatura sama) prowadzi, a ja witam i pozdrawiam wszystkich, którzy mniej lub bardziej przez przypadek znaleźli się na tej stronie i zapraszam do jej odwiedzania. :)))

1 komentarz: