środa, 6 stycznia 2010

Poświątecznie

Na wstępie dziękuję wszystkim, którzy odwiedzili mnie wirtualnie i zgotowali ciepłe powitanie. :)) Ciepło jest na wagę złota, bo zima trzyma się lodowatymi pazurami i znowu sypnęła śniegiem, który zgrabnie i szczelnie pokrywa wiele zwykle dobrze widocznych "niedoskonałości".

W związku z tym inspirujących tematów na razie brak. Jedynym wydarzeniem, które wniosło dziś nieco ożywienia na moim osiedlu, była poranna wizyta śmieciary, którą Pędzel - z braku innych psich tematów - dyżurnie obszczekał. Pomyślałam: nareszcie zabiorą nam sprzed okien tę górę papierowo-plastikowych śmieci, które już dawno wykipiały z przeznaczonych na nie pojemników i których nawet często i gęsto padający śnieg nie był w stanie zamaskować. Tymczasem jakież było moje zdziwienie, gdy po rozładowaniu pojemnika na plastiki i na papier panowie z firmy śmieciarskiej szybko wskoczyli do bynajmniej nie wypełnionej po brzegi ciężarówki i... odjechali w siną dal, pozostawiając po sobie dwa puste pojemniki, a przy nich niemałą szeleszczącą stertę butelek i papierów. Ochroniarz, który na to wszystko wyjrzał z dyżurki, rozłożył bezradnie ręce: "No i widzi pani, znowu to samo. Już tyle razy zwracaliśmy im uwagę, żeby zabierali wszystko, a oni biorą tylko to, co w pojemnikach. Poprzednia ekipa zabierała ze sobą wszystko". Przestałam dziwić się Pędzlowi, że ich obszczekał. W końcu jest profesjonalistą w swoim fachu, więc od razu wyczuł, z kim ma do czynienia. Na szczęście w godzinach popołudniowych "szeleszczący" problem został dyskretnie usunięty przez naszą administrację. Ale piorunujące wrażenie pozostało - zupełnie jak w starej już bardzo historii o kanarku, który "miał jedną nóżkę bardziej". Pozostaje jedynie nadzieja, że nasz zarząd wykaże się refleksem i po tak wykonanej usłudze firma znajdzie na swoim koncie niedopłatę za niedowywóz śmieci.

1 komentarz: